czwartek, 23 stycznia 2014

„Dar Anioła” Krzysztof Rutkowski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry
Data wydania: 20 marca 2012
Liczba stron: 180

Nie, to nie jest powieść znanego detektywa celebryty. Autor tej książki to Krzysztof Rutkowski – pisarz, tłumacz, eseista i wykładowca, urodzony w Warszawie. Współpracował z radiem Wolna Europa oraz France International. Stworzył dwa gatunki literackie – pasaż oraz przepowieść.  Ten pierwszy nawiązuje ideą i nazwą do Waltera Benjamina. Zaś Pan Rutkowski nazwał tak formę literacką, w której może płynnie przechodzić od faktów historycznych przez nastrojowość, klimat i atmosferę znanych miast. A to wszystko przyprószone eseistyczną refleksją nad kulturą i sztuką. W pasażu zupełnie naturalne mieszanie jest fikcji z prawdą. Przepoweść to gatunek z pogranicza eseju, prozy i tekstu naukowego.


„To, co najbardziej w człowieku wzniosłe i podniosłe, (…) pozostaje w tajemniczym związku z tym, co w człowieku najbardziej przyziemne.”

W zaprezentowanej książce pojawia się zbiór esejów (przepowieści, jak nazywa to pisarz), które są najczęściej sprowokowane, czytaniem jakiegoś tekstu. Teksty to  prawdziwe retoryczne popisy elokwencji. Pojawiają się moi ukochani twórcy, jak Rilke czy Eliot. Krzysztof Rutkowski poświęca uwagę także sztuce plastycznej np.: Van Gogh. Dało mi to nowe spojrzenie na twórczość tych artystów. Przeanalizowałam ich pod zupełnie nowym kątem i zauważyłam fascynujące niuanse wskazane przez pisarza. Punkty wyjścia do rozważań niekiedy bywają dziwaczne, ale wielce fascynujące. Czasem zaskakujące, innym razem absurdalne, ale zawsze ciekawe. Tekstom kultury nadaje po prostu nowe życie. One znów przemawiają nieznanym dotąd głosem.

„Rysy ludzkie są niewyraźne i niepewne. Pojawiają się i znikają. Zakładają maski. Ruchome jak piasek.”

Z pewnością nie jest to publikacja, którą czyta się lekko. Wymaga przygotowania. Trzeba wiele znać, dużo widzieć i czytać, by zrozumieć te popisy krasomówstwa. Jednokrotne czytanie zdecydowanie nie wystarczy, by w pełni zrozumieć i ogarnąć umysłem głębie. Poza tym autor jednocześnie wydaje się penetrować kilkanaście tematów na jeden raz, więc ażeby wyciągnąć z nich jak najwięcej należy przeczytać „Dar Anioła” kilka razy. Pan Rutkowski stara się porządkować myśli, dzieląc tekst na podrozdziały. Przepowieści można czytać w dowolnej kolejności. Można tylko, po co?

„Ciało się rozkłada. Mineralizuje. Nadciąga rzeczywistość.”


Sądzę, że każdy człowiek z osobna, może inaczej odebrać te teksty. Poprzez pryzmat własnej wiedzy, doświadczeń i poglądów. To swobodny potok myśli pisarza, który niczym w efekcie domina ewokuje nasze własne doświadczenia.

Trudno podsumować jednym słowem całe bogactwo językowe Pana Rutkowskiego. To doskonale wykształcony człowiek, posługujący się pięknym językiem. Jego wiedza z zakresu literatury i sztuki to coś godnego podziwu. Co mi przeszkadzało w tej książce to to, że wydaje się niesamowicie hermetyczna. Uważam, że mam dużą wiedzę na temat historii sztuki i literatury, ale było to dla mnie bardzo trudne do przyswojenia. Z drugiej strony autor pokazał mi, jak niewiele jeszcze wiem o klasykach wszelakich. Czy to naprawdę nowy gatunek literacki? Czy to nie przesada? Wszak mnie wciąż wygodniej posługiwać się formą „esej” niż nazwą „przepowieść”.

„Nie można zwlekać z kochaniem, bo pozostanie tylko złoto i gnijące trzewia.”

Pochwalę wydanie, bo jest naprawdę piękne i wymuskane. Książeczka jest mała, ale w pięknej oprawie. Nakładkę można zdjąć i sama twarda oprawa jest biała i przyozdobiona pojedynczym piórkiem.

 Polecam znawcom kultury. Ja z pewnością sięgnę po inne książki Pana Krzysztofa Rutkowskiego, ale nieprędko.

piątek, 10 stycznia 2014

Wszechświaty - Leonardo Patrignani



Tłumaczenie: Bożena Topolska
Tytuł oryginału: Multiversum
Seria/cykl wydawniczy: Wszechświaty tom 1
Data wydania: 20 sierpnia 2013
Liczba stron: 272

Gdy fizycy powtarzają, że podróże w czasie i między wymiarami są możliwe, wyśmiewam to. Trudno pojąć, że mogą istnieć równoległe światy. Póki co, są to rewelacyjne pomysły na książki, ale kto wie, jaka przyszłość czeka tuż za rogiem? Może wkrótce takie wizje nie będą kwestią wiary, religii, fantazji uczonych czy osobistych przekonań, a faktem udowodnionym naukowo i empirycznie.

Leonardo Patrignani pokusił się o debiut literacki, którego akcja dzieje się jednocześnie w wielu światach. Trzeba przyznać, że trafił w idealny moment na wydanie książki, bowiem powieści fantastyczne z elementami antyutopijnymi przeżywają właśnie swoje pięć minut, dlatego też utwór tego artysty, przynajmniej w mojej opinii, jest skazany na sukces. Zanim jednak autor objawił swój talent pisarski światu, zajmował się dubbingiem i graniem w zespole heavy metalowym.
Rzecz ma miejsce w niedalekiej przyszłości. Alex i Jenna to nastolatkowie połączeni specyficzną, telepatyczną więzią. Nigdy się nie widzieli, a jednak od czterech lat doświadczają krótkich, przypominających bolesne ataki padaczki, wizji wzajemnych myśli i emocji. To wystarczyło, by dwoje ludzi obdarzyło się uczuciem. Z biegiem czasu wizje są coraz mniej bolesne, a ich częstotliwość wzrasta, nic więc dziwnego, że młodzi chcą się wreszcie spotkać w realnym świecie. Ich racjonalne umysły wciąż jednak negują prawdziwość doświadczeń. Mimo to oboje są sobą zauroczeni, dlatego postanawiają się spotkać. Odległość nie jest dla Alexa problemem w przeciwieństwie do Jenny, która to nie może swobodnie opuszczać miasta. Wsiada w samolot i odbywa podróż z Mediolanu do Melbourne. Tam zakochani pojawiają się w wyznaczonym miejscu o umówionej porze, jednak nie udaje im się zobaczyć. Prędko okazuje się, że nie tylko odległość dzieli tę dwójkę, ale też wariant rzeczywistości, w której żyją… Czy cierpią na wspólne przywidzenie? A może świat jest po prostu inny niż im się dotychczas wydawało? Jakie przygody spotkają młodych podróżników i czy uda im się zapobiec katastrofalnym w skutkach wydarzeniom?

Pomysł na książkę jest zachwycający! Choć już wcześniej sięgałam po powieści opowiadające o miłości ponad czasem i przestrzenią, to sposób zaprezentowania tego we Wszechświatach to coś zupełnie odmiennego. Idea światów równoległych została przedstawiona spójnie i klarownie, mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że brzmi bardzo prawdopodobnie, że gdzieś tam w alternatywnej rzeczywistości żyjemy i dokonujemy odmiennych wyborów. Chciałeś być lekarzem, ale zostałeś nauczycielem? W innym wymiarze jesteś medykiem. Marzyłaś o karierze prawniczej, ale los zdecydował, że poświęciłaś się opiece nad domem? Wiedz, że inna wersja twojej osoby jest wziętym prawnikiem. My nigdy nie spotkamy siebie z innych wymiarów. Jak się okazuje tylko Jenna i Alex mają zdolność podróżowania między nimi.
Wszechświaty to dopiero swoisty wstęp do trylogii pod tym samym tytułem. Pisarz stara się delikatnie wprowadzać czytelnika w imaginarium i największą część książki poświęca prawidłom kierującym światem przedstawionym. Autor powieści prezentuje kompletny miks gatunkowy. To taka mieszanka składająca się ze sporej garści romansu wbrew wszystkiemu i wszystkim, dużej dozy tajemnicy z przeszłości w polewy fantastycznonaukowej. Danie uwieńczone zostało postapokaliptycznymi wizjami mrocznej przyszłości. Niewątpliwe Wszechświaty to ciekawa i dość oryginalna powieść. Czyta się ją z niemałym zainteresowaniem, ponieważ ma w sobie coś frapującego, kompletnie nieszablonowego. Każdy element z osobna brzmi dobrze. Jednak połączone razem nie tworzą idealnej całości. Czuć jakieś zgrzyty i dysonanse. Leonardo Patrignani ma warsztat, co mnie zdziwiło, bo to rzadkie przy okazji debiutów, i wie, co chce przekazać czytelnikowi, ale nie potrafi dyrygować wszystkimi aspektami książki. Orkiestra złożona z fabuły, języka, bohaterów, wydarzeń i wielu innych gra różne utwory i choć osobno to piękne kompozycje, połączone w jedność brzmią jak kakofonia dysharmonicznych dźwięków. Dyrygent, który powinien zapanować nad chaosem, został zignorowany. Myślę, że to nie jest wielki błąd, a i liczę, że w kontynuacji pisarz opanuje wszystkie elementy, tworząc z nich spójną całość.

Mimo miszmaszu gatunkowego i wielu wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści, niekiedy książka się dłuży. Fabuła jest niezwykle spójna. Każde wydarzenie ma znaczenie dla rozwoju akcji i prędzej czy później nawet zupełnie nieistotne epizody nabierają sensu. Autor zrezygnował z wątków pobocznych. Uparcie trzyma się głównej intrygi, wprowadzając tylko ważne postacie i rekwizyty. Jeśli pojawia się strzelba, to na pewno wystrzeli.

Kreacje bohaterów są dość dobre. Niestety nie potrafiłam się ze wszystkimi zidentyfikować. Najbardziej polubiłam niepełnosprawnego przyjaciela Alexa – geniusza komputerowego, Marca. W wypadku samochodowym stracił rodziców i władzę w nogach. Oczywiście zdarzyło się to w jednej z rzeczywistości. W innych wariantach wiedzie szczęśliwy żywot u boku kochającej rodziny. Mam nadzieję, że jego postać zostanie mocniej zaakcentowana w kolejnych tomach.

Język tekstu jest dość dobry. Szczególnie podobały mi się filozoficzno-naukowe rozważania dotyczące teorii wieloświatów. Opisom niewiele mogę zarzucić, zaś dialogi tylko niekiedy brzmią drętwo. Osobiście sądzę, że siłą twórczości tego autora będą teoretyczne analizy światów przedstawionych, a to dlatego, że tworzy je bardzo spójne i pięknie o nich opowiada.
Miałam ogromne oczekiwania wobec tej książki. Spodziewałam się, że intrygująca i pomysłowa okładka, nawiązująca do treści, kryje równie fascynujące wnętrze. Wszechświaty niezupełnie podołały wysoko postawionej poprzeczce. Nie mogę im jednak odmówić tego, że są przemyślane od początku do końca. Każde wydarzenie jest dopełnieniem całości. Motyw międzywymiarowej miłości został zaprezentowany w bezpretensjonalny sposób. Myślę, że to dobra książka młodzieżowa. Polecam ją szczególnej uwadze, gdyż myślę, że kiedyś jej autor zyska w oczach wielu osób.